Zawiości miłości - Dorota Gellner + KONKURS!

Autorka: Dorota GellnerTytuł: Zawiłości miłościWydawnictwo:"Zawiłości miłości" to książka, która w zabawny sposób opowiada o różnych obliczach miłości.
Tak jak i w życiu, tak i w książce mamy miłość szczęśliwie zakończoną, a także tę, która kończy się nim się zaczęła.
Wśród bohaterów miłosnych opowieści znajdziemy praczkę,kucharza, panią i pana listonosz i wielu innych ludzi, którzy zapadli na tę samą chorobę - miłość;)

Dorotę Gellner zna chyba większość czytelników z pięknej złotej serii o sprzątaczce, potworach i sąsiadce.
Tutaj autorka opowiada o zakochaniu, listach miłosnych, o hucznym zerwaniu i szybkich powrotach. Jest też wspólne gotowanie, jeżdżenie na karuzeli i wiele innych atrakcji:)

Prócz bardzo fajnie i ciekawie napisanych tekstów są piękne ilustracje, które niesamowicie przyciągają wzrok:)
O piękne wydanie zadbało wydawnictwo Wilga i książkę rzeczywiście wspaniale bierze się do ręki:)
"Zawiłości miłości" to książka dzięki której będziecie mogli powiedzieć ukochanej osobie ile dla Was znaczy. Możecie się razem pośmiać i powspominać jak się poznaliście:)
To idealna pozycja na Walentynki, a także na cały rok. Przecież, że się kocha można mówić każdego dnia!:))



____________________________________________________________________
Razem z wydawnictwem Wilga przygotowaliśmy dla Was jeden egzemplarz książeczki, którą możecie wygrać:)
Wystarczy wyrazić chęć wzięcia udziału w komentarzu i napisać:
Jak poznaliście swojego ukochanego, swoją ukochaną?
Czy były jakieś zawiłości miłości?:))
Jeżeli jeszcze szukacie księcia bądź księżniczki z bajki możecie napisać o swoich wcześniejszych doświadczeniach:)
Na odpowiedzi czekam do 13 lutego.
Losowanie w walentynki!
O konkursie możecie poinformować znajomych!

12 komentarzy :

  1. Chętnie zamieszczę info o konkursie na blogu:)
    Pozdrawiam serdecznie!

    OdpowiedzUsuń
  2. Swojego ukochanego poznałam na imprezie, wstawił się za mną, gdy pewien chłopak nie rozumiał, że nie jestem nim zainteresowana. Trochę pogadaliśmy, pośmialiśmy się, okazało się, że mieszkamy w miejscowościach obok siebie i mamy wielu wspólnych znajomych, na koniec wymieniliśmy się numerami telefonów. Ale on wtedy miał dziewczynę, a ja jakoś nie byłam nim zainteresowana bardziej niż jakimś innym kolegą. Czas mijał, kontakt wciąż był, i jakoś tak wyszło, że po roku znów się spotkaliśmy na imprezie w tym samy miejscu i jakbyśmy zupełnie inaczej na siebie spojrzeli - tak się zaczęło :) a nasz związek trwa już ponad 7 lat :)

    OdpowiedzUsuń
  3. no to was zaskoczę. Bo ja swojego męża poznałam dzięki ogłoszeniu w telegazecie :) tak, dałam ogłoszenie i wśród różnych typów (oj bardzo różnych) poznałam swojego męża :) Na drugiej randce, dzień po Walentynkach mój obecny mąż spytał się gdzie pojedziemy na urlop latem? Pomyślałam sobie, że chyba zgłupiał... No i pojechaliśmy jednak i tak do dzisiaj już razem na urlopy jeździmy :)

    OdpowiedzUsuń
  4. oczywiście weź mnie Izuś pod uwagę w losowaniu :) Wszak mam w domu szkraba i zbieram dla niej małą biblioteczkę. Książek nigdy za dużo :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Spotkalismy się na prywatce - jakoś od razu wpadliśmy sobie w oko, ale parą zaczeliśmy być 5 lat później i tak jesteśmy razem do dziś - a to już blisko 18 lat. Zadziałał przypadek czy jak kto woli przeznaczenie. Ale efekt jest cudowny !!!
    Info o konkursie zamieszczam na moim blogu.
    Zgłaszam się do losowania.

    OdpowiedzUsuń
  6. Moja historia miłosna zaczęła się w kwietniu 2007 roku. Wymieniając się telefonem komórkowym otrzymałam nowy, w którym znajdowało się zdjęcie żołnierza wraz z numerem kontaktowym. Długo się wahałam czy napisać do niego i w końcu dzięki wsparciu mojej siostry postanowiłam to zrobić. Okazało się, że chłopak z fotki ma na imię Piotr, mieszka 120km ode mnie, a obecnie przebywa w wojsku w Szczecinie. Od razu nie spodobała mi się ta odległość, ale na szczęście 20km od mojego domu mieszka jego babcia do której często przyjeżdża. I tak w drugi dzień Świąt Wielkanocnych będąc właśnie u niej postanowił odwiedzić także mnie. Przyjeżdżając w mundurze wzbudził nie małe zainteresowanie moich sąsiadów. Piotrek posiedział godzinkę, porozmawialiśmy, wypiliśmy kawę i pojechał. Wydaje mi się, że wtedy nie zaiskrzyło między nami, było miło i tyle. Do końca służby wojskowej pozostało mu cztery miesiące. Cały ten czas wymienialiśmy tysiące esemesów. Przyzwyczailiśmy się do siebie w takim stopniu, że dzień bez eska czy choćby sygnałka był dniem straconym. Świetnie dogadywaliśmy się i poczuliśmy, że jesteśmy dla siebie bardzo ważni. Wszystko byłoby piękne, gdyby nie pewna sytuacja, która miała miejsce w lipcu podczas jego powrotu z wojska. Wiadomo, że wtedy żołnierze świętują na całego i często nie kontrolują kto, gdzie wychodzi lub przychodzi. Piotrek padł ofiarą kradzieży:((Zaginęły jego torba z ubraniami oraz telefon(jedyne źródło kontaktu ze mną). Nie odzywał się do mnie dwa tygodnie. Byłam zła, smutna, załamana i nieznośna dla mojej rodziny. Zadawałam sobie tysiące pytań dlaczego ta znajomość się urwała, przecież było tak dobrze. Postanowiłam to wyjaśnić, wóz albo przewóz. Zleciłam mojej siostrze misje znalezienia jego numeru telefonu domowego. Szczęśliwym zrządzeniem losu była wtedy w Krynicy na wakacjach i mogła bez problemu iść na pocztę po książkę telefoniczną. 14 sierpnia będąc na ognisku z przyjaciółmi, dostałam eska z numerem Piotrka. Znowu miałam chwilę zwątpienia czy powinnam dzwonić. Kumpela zmotywowała mnie, żebym wykonała telefon. Nigdy nie zapomnę, jaki Piotr był zaskoczony, kiedy odebrał słuchawkę. Na dłuższą chwilę odebrało ma głos. Porozmawiałam z nim kilka minut i dałam mu swój numer komórkowy. Nie musiałam długo czekać na odzew, zaraz dostałam wiadomość tekstową. Tydzień potem przyjechał, teoretycznie do babci, a praktycznie do mnie;). Razem byliśmy na grilu oraz na dożynkach, jako dobrzy znajomi. Kiedy wyjeżdżał do domu czułam, że jest już kimś więcej dla mnie i całkiem spontanicznie pocałowałam go. Był zdumiony, ale także szczęśliwy. Ta nasza radość trwa prawie 5 lat(dokładnie od 26 sierpnia 2007r). Taka historia, uczucie i taki mężczyzna zdarzają się raz na całe życie dlatego uważam, że ten przypadek to najlepszy prezent jaki mogłam otrzymać. 30 lipca 2011r. nasza miłość została przypieczętowana przed Bogiem…

    Wyrażam chęć wzięcia udziału ;p

    OdpowiedzUsuń
  7. Zgłaszam się - na angielskim w liceum. Było trochę zamieszania i przeciągania w czasie, ale byliśmy razem. Ale później się niestety skończyło. Od tej pory nie przyszło nic nowego.

    OdpowiedzUsuń
  8. Zgłaszam się do konkursu.

    Mojego ukochanego poznałam na gg. Od zawsze mówiłam, że jest moim aniołem, który uratował mi życie. Bardzo cierpiałam po zerwaniu z moim byłym chłopakiem, a jako nastolatka bardzo się z tym uzewnętrzniałam. Właśnie byłam na etapie agresji, w opisie miałam coś o kartkach, które przygotowała mi koleżanka, aby faceta znienawidzić i pomyśleć o nowym. Nie minął tydzień kiedy na gg zagadał do mnie pewien chłopak. Wyraził chęć wsparcia i chciał się ze mną spotkać, abym mogła wypłakać mu się w ramię. Zazwyczaj nie spotykałam się z osobami, które dopiero co poznałam, ale coś mnie podkusiło i umówiłam się z nim na spotkanie już na następny dzień. Jego szwagierka pisała mi jak bardzo się chłopak stresuje, więc wzięłam się w garść, a jako, że było lato założyłam spódniczkę. Jednakże, gdy już dotarłam na miejsce nie mogłam go nigdzie dostrzec (nie, żebym wiedziała jak wygląda). Byłam wówczas osobą dość nieśmiałą i paradowanie przy barowych ogródkach pełnych facetów w spódniczce powodowało, że wpadłam w panikę i schowałam się za krzakami. W końcu do mnie zadzwonił, żebym wyszła i tak do tej pory śmiejemy się z tej sytuacji. Choć nic nie zapowiadało poważnego związku, bo chłopak okazał się być o 4 lata starszy to jakimś sposobem magicznym po kilku tygodniach zakochaliśmy się w sobie. Po 3 latach zaręczyliśmy się, a po siedmiu, od sierpnia 2011 roku mam zaszczyt nazywać go mężem. Pomimo rozmaitych zawirowań w naszym życiu, pomimo początkowego braku wsparcia ze strony mojej rodziny i jego licznych problemów- przede wszystkim finansowych, zawsze staram się go wspierać, a on stara się wspierać mnie. Czasem wydaje mi się, że kocham go jeszcze bardziej niż przed ślubem...

    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  9. czy ja wiem, czy zawiła... na studiach mieszkałam w domku, który był podzielony na dwa mieszkania, w każdym 4 osoby... na 8 osób trzech facetów, w ty jeden mieszkający z dziewczyną. niestety, mimo w miarę poprawnych stosunków ze współlokatorami wszystkimi, koło 22 stawałam się samotna, bo cały mój domek szedł spać... i wtedy chłopcy dzwonili do mnie, że czekają z kawą... i tak o 22 jedna kawa, koło północy druga kawa, potem gdzieś trzecia... i cała noc gadania... przyjemnie... ale traktowałam ich jako kumpli. Szymon jak dla mnie zbyt imprezowy... Tomasz podobno miał gdzieś dziewczynę. Bo miał. niestety po pół roku wrócił z uczelni, zabrał ile uniósł i wyjechał. Zrezygnował ze studiów i jakoś tak nasze drogi się rozeszły... do nas wpadał co roku w maju, czasem gdzieś w październiku. na weekend. ale smsy i rozmowy przez internet zaczęły nam kwitnąć... jemu sie nie układało (a ja go namawiałam, żeby walczył), ja trafiałam na kolejnych debili... i trwało to prawie 2 lata... po roku się rozstał ze swoją dziewczyną, a pół roku później uznaliśmy, że spróbujemy być razem...

    dodam może jeszcze, że po jakimś czasie w trakcie rozmowy okazało się, że oboje spodziewaliśmy się, że potrwa to kilka miesięcy najwyżej....
    a jesteśmy razem już kilka lat ;)

    nie jest to może zagmatwana historia...
    jeśli nią zasłużyłam na udział w zabawie to bardzo się cieszę :D

    OdpowiedzUsuń
  10. Dziękuję za przesyłkę, ależ mnie mile zaskoczyłaś! A córka to jest wprost zachwycona!
    Pozdrawiam serdecznie:)))

    OdpowiedzUsuń
  11. Zgłaszam się;))


    Swoją drugą połówkę poznałam... w podstawówce!
    Historia niczym z harlequina.
    Nie odzywaliśmy się do siebie wcale - ani słowem przez całe 6 lat. Później nasze drogi się rozeszły, a niespodzianie w czasach liceum jak gdyby nigdy nic zagadał do mnie na gg.
    Oboje cierpieliśmy właśnie po zdradach naszych ówczesnych parterów i staraliśmy się jakoś poukładać nasze życia.
    I choć zwykle tego nie robię, coś mnie wtedy pchnęło i... umówiłam się z nim. Kolejny paradoks, że wystarczyło właśnie to jedno spotkanie, bym kompletnie straciła dla niego głowę.
    Na drodze naszego związku szybko stanęli nasi eks-partnerzy, ale po wielu trudach przebrnęliśmy także i przez to, a już za parę chwil obchodzić będziemy swoją 4 rocznicę;))

    OdpowiedzUsuń
  12. U Niej i u Niego wystarczyło parę kliknięć. Po nich i paru przegadanych nocach spędzonych po dwóch stronach komputerowego łącza okazało się, że mieszkają od siebie rzut beretem. Później było pierwsze, niezapomniane spotkanie, podczas którego Ona milczała, choć nigdy jej się usta nie zamykają, a On zazwyczaj spokojny i cichy, nawijał aż miło:)
    I tak trwa już szósty rok:)

    OdpowiedzUsuń

Zakurzona półka © 2015. Wszelkie prawa zastrzeżone. Szablon stworzony z przez Blokotka