„Lokatorka” to thriller psychologiczny oparty na bardzo prostym, ale skutecznym pomyśle: co się stanie, gdy do własnego domu wpuścisz kogoś obcego i stopniowo przestaniesz mieć nad tym kontrolę. Fabuła skupia się na Blake’u Porterze, który po utracie pracy zaczyna mieć problemy finansowe i decyduje się wynająć pokój. Kiedy trafia na idealną lokatorkę, szybko okazuje się, że ta „idealność” jest raczej sygnałem ostrzegawczym niż zaletą, a sytuacja zaczyna wymykać się spod kontroli.
Największą siłą tej książki jest atmosfera. Autorka bardzo sprawnie buduje napięcie, nie przez spektakularne wydarzenia, ale przez drobne, niepokojące szczegóły i stopniowe podważanie poczucia bezpieczeństwa bohatera.
Dom, który powinien być najbezpieczniejszym miejscem, staje się przestrzenią niepewności i paranoi. Narracja jest szybka i podporządkowana temu, żeby czytelnik cały czas chciał czytać dalej. Krótkie rozdziały i częste zwroty akcji sprawiają, że książkę pochłania się niemal jednym ciągiem. Freida McFadden dobrze rozumie mechanikę napięcia i potrafi manipulować oczekiwaniami czytelnika, co widać szczególnie w momentach, kiedy historia nagle zmienia kierunek. Jednocześnie trudno nie zauważyć, że ta dynamika odbywa się kosztem wiarygodności. Niektóre wydarzenia i decyzje bohaterów wydają się naciągane, jakby były podporządkowane efektowi zaskoczenia, a nie logicznemu rozwojowi fabuły. Główny bohater momentami podejmuje decyzje, które bardziej służą pchaniu historii do przodu niż wynikają z realistycznej psychologii postaci, przez co nie zawsze łatwo mu kibicować czy w pełni uwierzyć w jego reakcje.
„Lokatorka” najlepiej sprawdza się jako szybka, angażująca rozrywka, która ma trzymać w napięciu i zaskakiwać, nawet jeśli odbywa się to kosztem logiki. To książka, którą czyta się dla emocji i tempa, a nie dla głębi czy realizmu. Ja jak zwykle jestem zadowolona, bo uwielbiam książki Autorki i jeżeli też lubicie to na pewno będziecie zadowoleni:)
