Biddle to gra przeznaczona dla 2-5 graczy w wieku od 8-108 lat. W pudełku znajdziemy planszę, pionki w 4 kolorach, karty z wyzwaniami oraz instrukcję i pomoc podczas gry ze wskazówkami.
„Biddle” to jedna z tych gier, których zasady można wytłumaczyć bardzo szybko, ale już po pierwszej rundzie okazuje się, że pod prostą mechaniką kryje się całkiem sporo emocji. Główną rolę odgrywają tutaj kości, jednak samo szczęście zdecydowanie nie wystarczy. Trzeba również dobrze ocenić swoje możliwości, podjąć ryzyko i – co najważniejsze – wiedzieć, kiedy przestać licytować.
Każda runda rozpoczyna się od odkrycia karty z wyzwaniem. Zadania są różne: czasami trzeba uzyskać odpowiednią sumę oczek, innym razem wyrzucić konkretne wartości, liczby parzyste czy określoną kombinację. Gracze licytują, w ilu rzutach uda się wykonać dane zadanie. I właśnie tutaj zaczyna się najlepsza część zabawy. Ktoś twierdzi, że potrzebuje sześciu rzutów? A może ja zrobię to w pięć? A skoro pięć, to może cztery? Bardzo łatwo dać się ponieść i zadeklarować wynik, którego później trudno dotrzymać.
Po zakończeniu licytacji gracze dzielą się na dwie strony. Jedni wierzą, że wyzwanie uda się zrealizować, a pozostali obstawiają porażkę. Dzięki temu nawet wtedy, gdy sami nie rzucamy kośćmi, nadal jesteśmy zainteresowani wynikiem. Każdy kolejny rzut może całkowicie zmienić sytuację i zdarza się, że zadanie wyglądające początkowo na banalne nagle okazuje się niemal niewykonalne.
Dużym plusem „Biddle” jest różnorodność wyzwań. W pudełku znajduje się aż 55 kart, więc nie wykonujemy przez całą partię jednego rodzaju zadania. Jedne wydają się łatwe do oszacowania, przy innych zdecydowanie trudniej przewidzieć, ile rzutów rzeczywiście będzie potrzebnych.
Gra jest mocno losowa – w końcu jej podstawą jest rzucanie kośćmi – dlatego osoby oczekujące przede wszystkim strategicznego planowania mogą czuć pewien niedosyt. Tutaj nawet najlepsze założenia potrafi przekreślić jeden fatalny rzut. Z drugiej strony właśnie ta nieprzewidywalność jest źródłem większości emocji. „Biddle” nie próbuje być poważną grą strategiczną. To lekki, rodzinny tytuł oparty na ryzyku, licytowaniu i sprawdzaniu, czy rzeczywiście jesteśmy w stanie zrobić to, co przed chwilą tak pewnie zadeklarowaliśmy.
Podoba mi się również to, że zasady są na tyle proste, że do rozgrywki można szybko zaprosić osoby, które na co dzień nie grają w planszówki. Nie trzeba długo studiować instrukcji ani tłumaczyć wielu wyjątków. Jednocześnie sama licytacja sprawia, że gracze mają ze sobą dużo więcej kontaktu niż w typowej grze polegającej wyłącznie na rzucaniu kośćmi.
„Biddle” najlepiej widzę na rodzinnym stole albo podczas spotkania ze znajomymi, kiedy mamy ochotę na coś szybkiego i niezobowiązującego. Partia trwa około pół godziny, więc gra nie zdąży się znudzić, a po zakończeniu bez problemu można rozpocząć kolejną.
Podsumowując, „Biddle” pozytywnie zaskakuje tym, ile emocji potrafi wyciągnąć z bardzo prostego pomysłu. Licytowanie liczby rzutów, podejmowanie coraz większego ryzyka i kibicowanie powodzeniu albo porażce innych sprawiają, że przy stole cały czas coś się dzieje. Trzeba jedynie zaakceptować sporą dawkę losowości. Jeśli jednak lubicie szybkie gry rodzinne, kości i odrobinę hazardowego „a ja zrobię to w mniej!”, zdecydowanie warto dać jej szansę.






















