Prowansalski balsam na złamane serca - Bridget Asher

Autorka: Bridget Asher
Tytuł:
Prowansalski balsam na złamane serca
Wydawnictwo:
Zastanawiałam się jak można określić tę książkę. Odkąd skończyłam ją czytać, mam wrażenie, że wszystko jest możliwe. "Prowansalski balsam na złamane serca" jest piękną opowieścią. I to właśnie słowo: "piękna" chyba najlepiej odzwierciedla to, co czuję w stosunku do książki.

Główną bohaterką jest Heidi. Młoda wdowa, matka chłopca Abotta. W życiu nie zawsze miała lekko. Odkąd mąż zginął w wypadku, Heidi nie potrafi się pozbierać. W dzieciństwie także przeżyła traumę, gdy matka zostawiała ją z ojcem i wyjechała na całe lato do Prowansji.
I to właśnie tam, w pięknym domu, pełnym magicznych opowieści ląduje Heidi. Wraz z synem cierpiącym na fobię czystości i z Charlotte,przybraną córką, siostry Heidi, zbuntowaną nastolatką.
To właśnie w domu, który niejako zabrał Heidi mamę, kobieta próbuje odbudować swój świat na nowo i znów zacząć żyć. W tej historii, nie może także zabraknąć wątku miłosnego. I taki się pojawi, bowiem w domku obok, mieszka kolega Heidi z dzieciństwa Julien. Oboje mają złamane serca, a wiadomo, że nic tak nie przybliża jak wspólne cierpienie.
Kto wie, co się wydarzy w sercach tych dwojga...

Książka opowiada o silnych więzach rodzinnych, o cudownej sztuce jedzenia, o miłości i przywiązaniu. Jej cudownie, sielski klimat nie pozostaje obojętny czytelnikowi. Ja w trakcie czytania miałam wrażenie, jakbym sama spędziła lato w tym cudownym miejscu.
Długo po odłożeniu książki, nie potrafiłam ubrać w słowa tego, co gdzieś mam w głowie. Książka nie jest fantastycznie porywająca i trzymająca w napięciu. Jest bardzo klimatyczna, spokojna i podnosząca na duchu. Myślę, że właśnie takie było zamierzenie autorki. Miałam przyjemność czytać także dwie poprzednie książki Bridget Asher,które należą do moich ulubionych, ale są całkiem inne niż ta.

Zdaję sobie sprawę, że książek dotyczących cudownych zmian życiowych, jakie zachodzą w bohaterach, w Prowansji czy Toskanii czy w jeszcze innym miejscu jest całe mnóstwo. Ta, jednak wydaje mi się pod pewnym względem inna, bardziej życiowa i nie przesadzona. Tym bardziej, że jak przeczytałam w wywiadzie z autorką, część z tych historii wydarzyła się naprawdę!
Ja z dużym żalem rozstawałam się z książką. Myślę, że dokładnie takiej lektury w tej chwili potrzebowałam. I mimo, że nie mam złamanego serca,prowansalski balsam zdecydowanie podniósł mnie na duchu.

Na koniec jeszcze kilka słów o okładce. Nasza jest absolutnie fenomenalna i bardzo prowansalska. Odkąd ją zobaczyłam byłam nią zafascynowana. Ale gdy odnalazłam w sieci oryginalną to pomyślałam, że ta, jest bardziej adekwatna. Serce książki jest w kuchni, to niejako kuchnia zmienia po trochu życie bohaterów na lepsze. Akurat pole lawendy i pani na rowerze, nic wspólnego z książką nie mają, ale i tak gdybym miała wybierać wybrałabym tę naszą:)

Zapraszam także do przeczytania wywiadu zLink autorką!

18 komentarzy :

  1. Ja również odkąd zobaczyłam polską okładkę, zakochałam się w niej z miejsca.
    Muszę jednak powiedzieć, że orygianlna jest równie piękna. Chyba chciałabym mieć obie;))

    OdpowiedzUsuń
  2. Zgadzam się, obie są piękne:)

    OdpowiedzUsuń
  3. urzekła mnie historia Heidi. Śmierć najbliższej osoby zawsze jest tragedią nie do opisania i ciężko się pozbierać, by zacząć wszystko od nowa.
    Chętnie przeczytam losy głównej bohaterki i może dowiem się czegoś interesującego.

    OdpowiedzUsuń
  4. Ta okładka i na mnie zrobiła wrażenie. Ale pomyślałam sobie, że ta historia jest jeszcze jedną o tych banalnych o życiowych rewolucjach, poplątanych relacjach i szczęśliwych zakończeniach. I miło mi słyszeć, że jednak nie.
    Będę mieć to na uwadze przy kolejnym zamiarze książkowych zakupów :)

    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  5. Czasem takie książki w stylu "wszystko jest możliwe, wystarczy uwierzyć" są bardzo potrzebne na poprawę humoru ;) Już sama okładka skojarzyła mi się z piękną, całkiem spokojną ale i nie nudną opowieścią. Zapisuję sobie tytuł w pamięci, przeczytam :)

    OdpowiedzUsuń
  6. rzeczywiście nasza okładka jest fenomenalna ,a książka sama w sobie bardzo mnie kusi :D

    OdpowiedzUsuń
  7. A mnie się bardziej zagraniczna okładka podoba :) chociaż uwielbiam pola lawendowe to oryginalna ma coś w sobie

    OdpowiedzUsuń
  8. Zachęciłaś mnie. Ostatnio mam ochotę na taką książkę:) A nasza okładka rzeczywiście ładniejsza, już w zapowiedziach rzuciłam mi się w oczy :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Przyznam, że od nurtu toskańsko-prowansalskiego trzymam się z daleka. Nie mam konkretnych uprzedzeń, ale jakoś mnie do takich powieści nie ciągnie. Skoro jednak w tej książce jest więcej realizmu, to możliwe, że kiedyś po nią sięgnę. Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Ja również mam w planach zdobyć tę książkę. Nie czytałam nic w podobnym klimacie, ani prowansalskim, ani toskańskim, bo tych też jest sporo:)
    Podobają mi się obie okładki, choć polska wydaje się bardziej klimatyczna:)

    OdpowiedzUsuń
  11. Polska okładka - cudowna! Jak Evita, nie czytałam jeszcze nic w tym klimacie, lecz poszukuję.

    OdpowiedzUsuń
  12. A myślałam, że będziesz chciała się jej pozbyć :D
    Przepadłam już na sam widok okładki ;)

    OdpowiedzUsuń
  13. Książka wydaje się być bardzo ciekawa. Polska okładka zdecydowanie bardziej do mnie przemawia.:)

    OdpowiedzUsuń
  14. Aaaaa!
    Wyjeżdżając do Francji (i Prowansji) koniecznie chciałam zabrać tę książką z sobą. Niestety, choć fundusze mi to uniemożliwiły, zapał do przeczytania nie minął. Przeczytam z pewnością :)
    Lubię to porównywanie okładek. Akurat w tym przypadku trudny wybór, ale skoro mówisz, że wiele dzieje w się w kuchni - okładka oryginalna jest idealna. A nasza rodzima jak nic pasowałaby do książki "Zamówienie z Francji" A. Szepielak :)
    Buziaki :)
    p.s. widzimy się na(i) po targach? :)

    OdpowiedzUsuń
  15. Kinga - no pewnie! Fajnie, że będziesz! Ja też planuję się pojawić tylko nie wiem jak z zajęciami mi wypadnie:)

    OdpowiedzUsuń
  16. Bardzo zachęcająca recenzja ! :) Koniecznie muszę zdobyć tę ksiązkę, skoro Ty nie mogaś się od niej oderwać. A co do okłądek, to faktycznie obydwie są super!

    OdpowiedzUsuń
  17. Jak tylko zobaczyłam okładkę w miniaturce, wiedziałam, że dopiszę sobie tą książkę do listy, choćby się waliło i paliło. Mam słabość do tak pięknych opraw graficznych. A fabuła też mi odpowiada, idealna, odprężająca :)

    OdpowiedzUsuń
  18. Bujaczku - Oj nie:D Ja też przepadłam jak zobaczyłam, a gdy przeczytałam, że to Bridget Asher to już maksymalnie przepadłam:D

    Mani - to tak jak ja:D Uwielbiam piękne okładki!

    Miqa - dziękuję:)

    OdpowiedzUsuń

Zakurzona półka © 2015. Wszelkie prawa zastrzeżone. Szablon stworzony z przez Blokotka